Czas przełomów dla bliźniaczek
23 sie

Czas przełomów dla bliźniaczek

Moje bliźniaczki mają już 11 miesięcy. Jeszcze 2 tygodnie i stuknie rok. Kiedy? Jak? Nie wiem. Wiem tylko, że po 11 miesiącach bycia mamą mogę stwierdzić - najbardziej męczący jest okres przełomów...

Nie dokuczały nam kolki, chociaż dziewczynki miały, nie dokuczały bolące bąki, nie dokuczały skoki rozwojowe, które pojawiały się jak w zegarku, nie dokuczały nam zęby, gorączki i zmasowany atak kup. Najbardziej dokuczają nam przełomy.

Pierwszy - siedzieć nie umieją, ale będą siedzieć. Noszenie na rękach non stop, wspólnie, na zmianę i pojedynczo, w każdej konfiguracji. Leżenie tylko jak przychodziła pora spania - inaczej wrzask i pisk w duecie. Ratowała nas tylko mata i grające, świecące zabawki. Jak dziewczynki zaczęły się przekręcać na boczek musieliśmy znosić złości typowych kobiet, bo jak nie wychodziło to twarze bordowe jak u Indianina i oczywiście wrzask. Później siadanie i raczkowanie, nie dało się towarzystwa ujarzmić za żadne skarby. Przecież łatwo nie może być! Jak raczkować to w dwie różne strony, bo w jedną po co? Nuda! Ubranka zmieniane dwa razy dziennie, a w domu odkurzane codziennie! Nagle podłoga czysta jak nigdy. Dziewczyny odnajdywały dawno zaginione gadżety wraz z kotami kurzu pod wersalką. Niech się rodzice spocą, zgrzeją i zasapią.

Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić do raczkowania to wkroczyło wstawanie. Nie wiedzieć jak i kiedy nagle stają dumne dwie pannice przy meblach i tańczą zadowolone z siebie, a rączki wędrują na oślep w poszukiwaniu cennych skarbów. Z jedną piratką wylądowałam w szpitalu, bo rączka skierowała się w stronę ciepłej kawy. Na szczęście nic się nie stało, ale ile włosów z głowy wyrwałam to moje. I tak wstawały dwa miesiące. Okna balkonowego nie myję, bo to się mija z celem, wszystko wyciapane słodkimi łapeśkami dziewczynek no i nieustające upadki. Z krzesłem, pod krzesło i obok, krzesełko do karmienia również jest okej, żeby obić głowę, bo zawsze można się wspiąć i puścić. Stół też nie narzeka na wzięcie, o fotelu i wersalce nie wspomnę. Nudno nie jest. Nam rodzicom. Dziewczynkom tak.

Przyszedł ten nieuchronny czas, kiedy pannice (na raz! Bo jakżeby inaczej) próbują stawiać swoje pierwsze kroki. Wszyscy mi powtarzają „zobaczysz, dopiero się zacznie jak pójdą”! A niech idą! Wolę biegać za Kundziami niż tkwić w „chodzić nie umiem, ale będę”. Aktualnie wychodzimy na spacer. Jestem ja, siostra z chodzącym synem i dwie znajome, których dzieci również biegają. Jak to wygląda? Otóż chłopcy siedzą grzecznie w wózkach, a ja zaiwaniam jak wściekła za dwiema raczkującymi po betonie dziewczynkami pokrzykując co i rusz „niech któraś spojrzy na Kundzie Pierwszą”, „siostra uważaj, bo Kundzia Druga liże kółka od wózka”. I komu lepiej?

Moje dziewczynki nie usiedzą w wózku nawet pięciu minut jak nie śpią. Jesteśmy atrakcją na placu zabaw, bo jako jedyne są raczkujące. Wózek sobie, a my z mężem dawaj w długą za córkami. I tylko wymieniamy się uwagami w stylu: Ja: biegnę za pierwsza, bo właśnie wyjada piach z piaskownicy Mąż: dobra to ja za drugą, bo próbuje wydostać się z placu zabaw! Plus tego wszystkiego jest taki, że są wymordowane i idą wcześniej spać. Minus? Zanim upiorę te wybrudzone do granic możliwości ubranka muszę je najpierw wymoczyć przez minimum dwa dni. Legginsy, skarpetki, czy body po powrocie do domu są tak brudne, że nie można tego do niczego porównać. Ostatnio z kaptura od bluzy wysypałam garstkę piachu. Nie mam pojęcia jak to się stało! Najważniejsze, że dziewczynki są zadowolone.

Nie wiem Kochane jak u Was, zwłaszcza mam bliźniaków było, ale ja naprawdę nie mogę się doczekać, aż Panny będą chodzić. Dwa dni temu zaczęły maszerować z pchaczami po całym domu. Już w podniecie zacieram ręce i oglądam buty. W przyszłym tygodniu czeka nas wyjście z chodzikami na dwór. Niech się uczą, trzymajcie kciuki za nasze kręgosłupy!

bonus